Leon jechał pustą drogą prowadzącą przez las, jedną ręką opierając się o kierownicę, drugą wystukując rytm lecącej z radiant popularnej popowej piosenki. Zegar elektroniczny na desce rozdzielczej samochodu wskazywał godzinę dokładnie 23:30. Po długiej i męczącej zmianie w barze marzył tylko o wzięciu szybkiego, ciepłego i odświeżającego prysznica, wypiciu litra ludzkiej krwi o jego ulubionej grupie A — Szkarłatnego Nektaru. Przed snem zamierzał spędzić kolejną godzinę w absolutnej i kojącej ciszy przed ekranem swojego Macbooka Pro i napisaniu kolejnych kilku stron swojej nowej powieści. Niestety Leon ostatnio mierzył się z blokadą pisarską I pisanie powieści kryminalnej szło mu trudno i całkowicie opornie, z czego wcale nie był zadowolony.
A wydawnictwo naciskalo na niego żeby napisał kolejną część powieści, po tym jak jego pierwsza debiutancka powieść osiągnęła status bestsellera w Polsce . Deszcz, który padał wcześniej, zostawił na asfalcie mokre smugi odbijające światła reflektorów jego samochodu. Westchnął ciężko zrezygnowany i przetarł twarz dłonią. Wtedy zauważył, że coś mignęło mu po prawej stronie drogi, na poboczu jakby kształt ludzkiej sylwetki.
Zmarszczył brwi w zamyśleniu, czując jak narasta w nim bliżej nieokreślone uczucie niepokoju I może nawet strachu.
— Co do…
Chcąc się temu przyjrzeć odruchowo nacisnął pedał hamuleca.
Samochód zatrzymał się kilka metrów dalej z cichym piskiem opon. Leon przez chwilę siedział kompletnie nieruchomo w fotelu kierowcy, opierając dłonie na kierownicy i trzymając ją tak mocno, że aż pobielały mu kłykcie. W radiu właśnie zaczęła lecieć piosenka Make Me Wanna Die amerykańskiej grupy The Pretty Reckless, wykonującej szeroko pojętą muzykę rockową, a on wpatrywał się w milczeniu, słuchając słòw piosenki i głosu Taylor Momsen, w boczne lusterko swojego pojazdu.
Na poboczu drogi, w zaroślach zauważył coś co wzbudziło jego realny niepokój I obawy – zauważył porzuconego manekina, który wyglądał niezwykle realistycznie. A przynajmniej tak mu się początkowo wydawało, że to na co właśnie patrzył było manekinem. Dopiero po krótkiej chwili zorientował się że wcale tak nie jest.
A płytki wdech, który wziął przez nos, tylko go w tym utwierdził. Poczuł ten charakterystyczny metaliczny, miedziany i lekko żelazawy zapach, ktòry jego niezwykle czuły węch rozpoznał od razu. Zapachu ludzkiej krwi, zwłaszcza tej świeżej, nie dało się pomylić z niczym innym. I ten zapach wywołujący bolesny uścisk w żołądku I pieczenie w gardle uświadomił mu dwie rzeczy.
Po pierwsze przypomniał mu, że od dwóch dni niczego nie zjadł i był bardzo głodny. Po drugie przypomniał mu, dlaczego lata temu postanowił zrezygnować z picia żywej ludzkiej krwi, nawet tej pochodzącej od zarejestrowanych legalnych dawcòw, którzy chętnie oddawali swoją Krew czyli Świeżynek. Od wielu lat jego dieta opierała się wyłącznie na paczkowanej medycznej ludzkiej krwi – Szkarłatnym Nektarze. Od czasu do czasu lubił też zmienić swoje preferencje smakowe i wypić Świnkę Krwinkę czyli świńską krew.
Leon zaklął cicho pod nosem i szybko wysiadł z samochodu. Chłodne nocne powietrze uderzyło go w twarz, gdy podszedł bliżej pobocza oświetlonego reflektorami auta. W miarę gdy zbliżał się do tego miejsca zapach krwi przybierał na intensywności i drażnił jego czułe zmysły.
Młoda dziewczyna leżała nieruchomo w mokrej trawie, w kałuży własnej krwi. Wyglądała jak wyrzucona lalka. Kruczoczarne włosy miała posklejane od krwi ktòra zdążyła już dawno zakrzepnąć, lepily się do jej twarzy niczym hełm.. Jej torebka,której zawartość była wyrzucona na ziemię leżała porzucona w trawie kilka metrów dalej. Wśród rozrzuconych na ziemi przedmiotów znalazł błyszczyk do ust, male podręczne lusterko, wilgotne chusteczki przydające się do oczyszczenia rąk lub delikatnego poprawienia makijażu, kilka jednorazowych podpasek i tamponów, bilet do kina, mała butelka wody, długopis z małym notesem.
Nie znalazł jednak niczego co przybliżyłoby go do odkrycia jej tożsamości – ani jej portfela, w którym oprócz gotówki I kart kredytowych znalazłby jej Dowód osobisty albo prawo jazdy, ani telefonu. Leon przykucnął obok niej i przyjrzał się dokładniej tej dziewczynie. Już po upływie kilku sekund które wydawały się Leonowi ciągnąć w nieskończoność wiedział, że dziewczyna z całą pewnością nie padła ofiarą dzikiego zwierzęcia. Ta dziewczyna, która w momencie śmierci musiała być w trakcie menstruacji, bo Leon był w stanie wyłapać wśród innych zapachów unoszących się w powietrzu wyczuć też zapach krwi menstruacyjnej, a zawartość torebki taka jak tampony I podpaski tylko go w tym utwierdziła.
Padła ofiarą wampira, który postanowił zakończyć jej kruche ludzkie życie w niezwykle brutalny I animalistyczny sposób. Na jednym z jej policzkòw miała głębokie rany cięte zadane pazurami, gardło było kompletnie rozerwane, przez co głowa wydawała się niemalże oderwana od reszty ciała.
Wampir, który ją zaatakował mógł być młody, niedoświadczony, a co za tym idzie, kompletnie niekontrolujący Głodu. Ślady na jej ciele jakie pozostawiły jego kły i pazury były głębokie, nierówne i poszarpane.
Sam atak musiał być przeprowadzony przez wampira, ktòry działał kierowany ślepą furią napędzaną żądzą krwi I Głodem I zwierzęcą chęcią odebrania życia. A w dodatku był kompletnym amatorem niemającym doświadczenia, I nawet nie zadał sobie trudu, żeby jakoś ukryć zwłoki. Sam sposób w jaki ją zaatakował był szybki, brutalny i chaotyczny.
– Jasna cholera. – zdołał wydusić z siebie po chwili, po tym jak otrząsnął się z pierwszego szoku, odrętwienia I osłupienia. – Biedna dziewczyna. Co ci się stało? – zapytał, ale wiedział że już nie dostanie od niej odpowiedzi na to pytanie. Nie miał żadnych wątpliwości, że ta dziewczyna nie żyje, ale nie potrafił powiedzieć od jakiego czasu. Jej klatka piersiowa nie unosiła się, nie słyszał bicia jej serca, ale i tak dotknął jej szyi z zamiarem zbadania Jej pulsu, ale była ona zimna – Kto ci to zrobił?
Leon zamknął oczy na krótką chwilę, wyobrażając sobie, że kiedy ponownie je otworzy, martwe, zimne, prawie zupełnie pozbawione krwi I nieruchome ciało, ktòre widział przed sobą po prostu zniknie. Tak się jednak nie stało, a wtedy w jego głowie automatycznie pojawiła się pewna myśl, która przerodziła się następnie jeden prosty, szybki i skuteczny plan na pozbycie się zwłok. Mógł skorzystać z usług Ekipy Sprzątającej i zgłosić, że przypadkiem znalazł ciało I tym samym pozbyć się tego niechcianego problemu. Właśnie tak powinien był zrobić, to wydawało się jedyne sensowne rozwiązanie, które w tamtym momencie przychodziło mu do głowy.
Przecież tak robili wszyscy, których znał, których trochę bardziej poniosło na Nocnych Polowaniach. Zupełnie tracili oni swój rozum i kontrolę nad swoim zachowaniem i impulsami, dając zupełnie się ponieść instynktowi drapieżnika. On sam robił tak wielokrotnie, kiedy jeszcze polował pod osłoną nocy, więc jego nazwisko szefowej Ekipy Sprzątającej i zarazem jego przyjaciółce było dobrze znane. Na chwilę wrócił do samochodu, żeby wziąć z kieszeni kurtki jego telefon, a potem wrócił do dziewczyny. Jego ręce się trzęsły gdy za pomocą odcisku palca odblokował telefon, a następnie wybrał w Kontaktach odpowiedni numer. Już miał nacisnąć zieloną słuchawkę, żeby zainicjować połączenie z rejestratorką, ale gdy po raz kolejny spojrzał na martwą dziewczynę, w ostatniej chwili zmienił zdanie i zdecydował się jednak tego nie robić.
Martwa dziewczyna miała może dwadzieścia kilka lat. Jej prawy nadgarstek zdobiła delikatna cienka srebrna bransoletka z dwoma charmsami – nietoperzem I małym słoneczkiem. Była ubrana w najzwyklejsze jeansy, a na nogach miała zwykłe buty sportowe popularnej I znanej marki. Wyglądała bardziej jak ktoś wracający pòźną nocą z imprezy albo popołudniowej zmiany w pracy niż ktoś, kto miał umrzeć tej nocy w lesie. I właśnie to że dziewczyna wyglądała najzwyczajniej w świecie normalnie i nie wyróżniała się niczym szczególnym, a zginęła w tak okropny sposób, tak uderzyło Leona.
Leon przełknął słodką ślinę, ktòra napływała mu do ust, zastanawiając się co powinien zrobić w tej sytuacji. To nie był pierwszy raz, kiedy widział tak zmasakrowane ciało. Ale to był pierwszy raz, kiedy coś było nie tak jak powinno być, a Leon nie potrafił powiedzieć co.
Może to przez to, jak bardzo wyglądała zwyczajnie, zupełnie jakby była pogrążona w głębokim śnie, nie licząc rozległych obrażeń jakich odniosła – gardła rozszarpanego z taką siłą, że jej głowa wydawała się odgryziona i poharatanego ostrymi pazurami policzka.
Może przez ten idiotyczny fakt, że jeszcze godzinę temu prawdopodobnie żyła swoim normalnym i uporządkowanym życiem, pozbawionym większych kłopotów I zmartwień Mogła martwić się czymś kompletnie banalnym I nieistotnym. Na przykład tym, czy uda jej się zdążyć na czas do kina na seans filmowy, który zaplanowała obejrzeć, a potem na swojej drodze nagle spotkała potwora, ktòry sprawił, że nigdy tam nie dotarła.
A teraz była tylko kolejnym problemem do usunięcia, I martwym ciałem, ktòrego zutylizowaniem powinna się zająć Ekipa Sprzątająca, bo na tym przecież polegała ich praca, a nie on sam. Głos rozsądku podpowiadał mu, żeby zostawić to ciało, wsiąść w samochód i odjechać. W drodze powrotnej do domu mógłby wykonać jeden anonimowy telefon, ktòry ściągnąłby Ekipę Sprzątającą, a oni zajęliby się tymi porzuconymi zwłokami I całą resztą. Coś jednak nie pozwalało mu odejść z tego miejsca i sprawiało, że jednak nadal klęczał obok martwej dziewczyny zamiast zadzwonić po ekipę sprzątającą.
Spojrzał na ciemny las wokół siebie.
Dookoła niego panowały niemal nieprzeniknione ciemności i względna, wręcz niepokojąca cisza, która wydawała się przerażająco nienaturalna. Każdy najmniejszy szelest który dotarł do uszu Leona i ktòry był w stanie wyłapać, wydawał się hałasem. Złowrogą ciszę, ktòra zdecydowanie nie zwiastowała niczego dobrego, przerywało jedynie od czasu do czasu ciche miarowe i spokojne cykanie świerszczy w trawie. Złowieszcze pohukiwanie starej, samotnej sowy, które słyszała w oddali, każdy, nawet najmniejszy szelest liści, targanych słabym, chłodnym, jesiennym wiatrem, odbijał się głuchym echem.
Jego wzrok zatrzymał się na ranach na jej szyi, które wciąż wyglądały na stosunkowo świeże, chociaż krew zdążyła już zakrzepnąć. Pomyślał sobie całkowicie naiwnie, że może wcale nie było za późno i zdążyłby ją uratować. Na samą myśl o tym, co zamierzał zrobić poczuł nieprzyjemny uścisk w pustym, rozpaczliwie pragnącym ludzkiej krwi żołądku.
„Nie rób tego. Jeszcze będziesz tego żałował”
Nigdy wcześniej nikogo nie przemieniał, ani nawet nie planował tego zrobić. Chociaż czasami zastanawiał się jakby to było dzielić z kimś innym swoją krew i wieczne życie. Gdyby miał kogoś takiego przy sobie nie musiałby już dłużej dźwigać ciężaru nieśmiertelności sam. Większość wampirów nie traktuje stawania się Mistrzem lekko, ponieważ zostanie Mistrzem było wiecznym zobowiązaniem, większym niż jakiekolwiek małżeństwo, głębszym niż jakakolwiek ludzka więź, czego nawet same wampiry nie rozumiały w pełni.
Potomek. Jego Potomek.