Leon przełknął słodką ślinę, ktòra napływała mu do ust, zastanawiając się co powinien zrobić w tej sytuacji. To nie był pierwszy raz, kiedy widział tak zmasakrowane ciało. Ale to był pierwszy raz, kiedy coś było nie tak jak powinno być, a Leon nie potrafił powiedzieć co.
Może to przez to, jak bardzo wyglądała zwyczajnie, zupełnie jakby była pogrążona w głębokim śnie, nie licząc rozległych obrażeń jakich odniosła – gardła rozszarpanego z taką siłą, że jej głowa wydawała się odgryziona i poharatanego ostrymi pazurami policzka.
Może przez ten idiotyczny fakt, że jeszcze godzinę temu prawdopodobnie żyła swoim normalnym i uporządkowanym życiem, pozbawionym większych kłopotów I zmartwień Mogła martwić się czymś kompletnie banalnym I nieistotnym. Na przykład tym, czy uda jej się zdążyć na czas do kina na seans filmowy, który zaplanowała obejrzeć, a potem na swojej drodze nagle spotkała potwora, ktòry sprawił, że nigdy tam nie dotarła.
A teraz była tylko kolejnym problemem do usunięcia, I martwym ciałem, ktòrego zutylizowaniem powinna się zająć Ekipa Sprzątająca, bo na tym przecież polegała ich praca, a nie on sam. Głos rozsądku podpowiadał mu, żeby zostawić to ciało, wsiąść w samochód i odjechać. W drodze powrotnej do domu mógłby wykonać jeden anonimowy telefon, ktòry ściągnąłby Ekipę Sprzątającą, a oni zajęliby się tymi porzuconymi zwłokami I całą resztą. Coś jednak nie pozwalało mu odejść z tego miejsca i sprawiało, że jednak nadal klęczał obok martwej dziewczyny zamiast zadzwonić po ekipę sprzątającą.
Spojrzał na ciemny las wokół siebie.
Dookoła niego panowały niemal nieprzeniknione ciemności i względna, wręcz niepokojąca cisza, która wydawała się przerażająco nienaturalna. Każdy najmniejszy szelest który dotarł do uszu Leona i ktòry był w stanie wyłapać, wydawał się hałasem. Złowrogą ciszę, ktòra zdecydowanie nie zwiastowała niczego dobrego, przerywało jedynie od czasu do czasu ciche miarowe i spokojne cykanie świerszczy w trawie. Złowieszcze pohukiwanie starej, samotnej sowy, które słyszała w oddali, każdy, nawet najmniejszy szelest liści, targanych słabym, chłodnym, jesiennym wiatrem, odbijał się głuchym echem.
Jego wzrok zatrzymał się na ranach na jej szyi, które wciąż wyglądały na stosunkowo świeże, chociaż krew zdążyła już zakrzepnąć. Pomyślał sobie całkowicie naiwnie, że może wcale nie było za późno i zdążyłby ją uratować. Na samą myśl o tym, co zamierzał zrobić poczuł nieprzyjemny uścisk w pustym, rozpaczliwie pragnącym ludzkiej krwi żołądku.
„Nie rób tego. Jeszcze będziesz tego żałował”
Nigdy wcześniej nikogo nie przemieniał, ani nawet nie planował tego zrobić. Chociaż czasami zastanawiał się jakby to było dzielić z kimś innym swoją krew i wieczne życie. Gdyby miał kogoś takiego przy sobie nie musiałby już dłużej dźwigać ciężaru nieśmiertelności sam. Większość wampirów nie traktuje stawania się Mistrzem lekko, ponieważ Zostanie Mistrzem było wiecznym zobowiązaniem, większym niż jakiekolwiek małżeństwo, głębszym niż jakakolwiek ludzka więź, czego nawet same wampiry nie rozumiały w pełni.
Potomek. Jego Potomek.
— Kurwa mać, ja pierdolę…
Wiedział, że to co zamierzał za chwilę zrobić było głupie, nieodpowiedzialne I w dodatku nielegalne, bo żeby przemienić kogoś w wampira należało uzyskać od tej osoby zgodę.Wyjątek stanowiło od tej reguły bezpośrednie zagrożenie życia. Mimo tego pochylił się nad nią, a potem delikatnie odgarnął mokre posklejane włosy jej szyi odsłaniając ziejącą ranę.
— Mam nadzieję że kiedyś wybaczysz mi to co zamierzam teraz zrobić, ale to jedyny sposób żeby cię ocalić. Tak mi przykro.
A potem delikatnie i ostrożnie wgryzł się w jej gardło, zamierzając dokończyć to, co zaczął jego poprzednik, który ugryzł ją za pierwszym razem i zaczął pić. Leon był przyzwyczajony do mdłego i nijakiego smaku paczkowanej ludzkiej I świńskiej krwi. Zupełnie nie spodziewał się, że krew tej dziewczyny, chociaż nie była już ciepła i świeża będzie tak dobrze smakować. Smakowała jak mleczna rozpuszczona czekolada, a on wsysał ją tak gwałtownie, jak się dało. Lekko przymknął powieki, podczas gdy pił tak szybko, jak potrafił, przełykał tyle, ile mògł zmieścić w ustach. Prawie natychmiast przeszyła go fala, elektrycznej rozkoszy podniecenia, i fizycznego spełnienia, a ekscytacja tym wywołana spowodowała pustkę w umyśle, który jak się mu w tamtej chwili wydawało, był spowity gęstą czerwoną mgłą i przez to nie był w stanie myśleć trzeźwo.
Z każdym uderzeniem jego serca mocnego równo bijącego, pulsującego, coraz głośniej, słyszał własne jęki, ktòrych nie był w stanie kontrolować. Była to seria wystrzałów jak z karabinu maszynowego, smak gorzkiej czekolady, łyk źródlanej wody na pustyni, kościelny chór śpiewający „Alleluja” i kawaleria idąca na odsiecz. Czuł się oszołomiony i przytłoczony tymi doznaniami przeżywanymi na raz, a przez cały czas cichy głosik w jego głowie krzyczał: „NIE!”
Powstrzymanie się od wypicia jej do ostatniej kropelki krwi przyszło mu z wysiłkiem, ale zdołał to zrobić, chociaż wcale nie chciał. Wiedział, że gdyby się nie powstrzymał w porę, wypicie większej ilości jej krwi mogłaby mu bardzo zaszkodzić, więc ryzykował własnym zdrowiem. Każdy wampir wiedział, że krew pochodząca od osoby zmarłej działała jak trucizna. gdy znajdzie się w systemie wampira. Mimo tego, on pił dalej i nie potrafił przestać.
Potem wykonał kolejny krok, który był konieczny: Wbił kły we własny nadgarstek, przegryzając skòrę. Ból jaki mu to sprawiło, trochę go otrzeźwił i wyrwał z amoku I transu, w którym on się znajdował. Wydawał się na miejscu i sprawił mu przyjemność, ale nie taką samą jaką sprawiło mu picie krwi tej dziewczyny.
Z chwilą gdy to zrobił ciemna krew spłynęła po jego dłoni. Potem uniósł jej głowę, lekko rozchylił jej usta i przyłożył do nich krwawiący nadgarstek.
— No dalej. – powiedział. W jego głosie słychać było strach mieszający się z desperacją I niepewnością, czy cały proces tworzenia nowego wampira w ogóle się powiedzie I zakończy sukcesem – To się musi udać. Pij. Musisz pić.
Karmazynowa kropla spłynęła z kącika posiniałych, lekko tylko zaróżowionych ust, kreśląc czerwoną linię na policzku.
Leon zawahał się ostatecznie, kiedy drzacymi dłońmi obejmował jej głowę I zastanawiał się czy podjął dobrą decyzję. Jednocześnie wiedział, że jeśli tego nie zrobi, wszystko pójdzie na marne. Jej ciało odrzuci jego wampirzą krew, a ona umrze naprawdę.
Problem polegał na tym, że dla każdego normalnego człowieka to, co zamierzał za chwilę zrobić, wyglądałoby jak ostateczne zbezczeszczenie zwłok. Ale nie miał innego wyjścia.
— Przepraszam — wyszeptał.
W oczach miał łzy kiedy chwycil jedną ręką jej głowę, a potem wykonał brutalny ruch — jednym szybkim precyzyjnym ruchem skręcił jej kark.