Blog

  • ♣️ ROZDZIAŁ 2 ♣️

    Leon przełknął słodką ślinę, ktòra napływała mu do ust, zastanawiając się co powinien zrobić w tej sytuacji. To nie był pierwszy raz, kiedy widział tak zmasakrowane ciało. Ale to był pierwszy raz, kiedy coś było nie tak jak powinno być, a Leon nie potrafił powiedzieć co.
    Może to przez to, jak bardzo wyglądała zwyczajnie, zupełnie jakby była pogrążona w głębokim śnie, nie licząc rozległych obrażeń jakich odniosła – gardła rozszarpanego z taką siłą, że jej głowa wydawała się odgryziona i poharatanego ostrymi pazurami policzka.
    Może przez ten idiotyczny fakt, że jeszcze godzinę temu prawdopodobnie żyła swoim normalnym i uporządkowanym życiem, pozbawionym większych kłopotów I zmartwień Mogła martwić się czymś kompletnie banalnym I nieistotnym. Na przykład tym, czy uda jej się zdążyć na czas do kina na seans filmowy, który zaplanowała obejrzeć, a potem na swojej drodze nagle spotkała potwora, ktòry sprawił, że nigdy tam nie dotarła.

    A teraz była tylko kolejnym problemem do usunięcia, I martwym ciałem, ktòrego zutylizowaniem powinna się zająć Ekipa Sprzątająca, bo na tym przecież polegała ich praca, a nie on sam. Głos rozsądku podpowiadał mu, żeby zostawić to ciało, wsiąść w samochód i odjechać. W drodze powrotnej do domu mógłby wykonać jeden anonimowy telefon, ktòry ściągnąłby Ekipę Sprzątającą, a oni zajęliby się tymi porzuconymi zwłokami I całą resztą. Coś jednak nie pozwalało mu odejść z tego miejsca i sprawiało, że jednak nadal klęczał obok martwej dziewczyny zamiast zadzwonić po ekipę sprzątającą.

    Spojrzał na ciemny las wokół siebie.
    Dookoła niego panowały niemal nieprzeniknione ciemności i względna, wręcz niepokojąca cisza, która wydawała się przerażająco nienaturalna. Każdy najmniejszy szelest który dotarł do uszu Leona i ktòry był w stanie wyłapać, wydawał się hałasem. Złowrogą ciszę, ktòra zdecydowanie nie zwiastowała niczego dobrego, przerywało jedynie od czasu do czasu ciche miarowe i spokojne cykanie świerszczy w trawie. Złowieszcze pohukiwanie starej, samotnej sowy, które słyszała w oddali, każdy, nawet najmniejszy szelest liści, targanych słabym, chłodnym, jesiennym wiatrem, odbijał się głuchym echem.

    Jego wzrok zatrzymał się na ranach na jej szyi, które wciąż wyglądały na stosunkowo świeże, chociaż krew zdążyła już zakrzepnąć. Pomyślał sobie całkowicie naiwnie, że może wcale nie było za późno i zdążyłby ją uratować. Na samą myśl o tym, co zamierzał zrobić poczuł nieprzyjemny uścisk w pustym, rozpaczliwie pragnącym ludzkiej krwi żołądku.

    „Nie rób tego. Jeszcze będziesz tego żałował”

    Nigdy wcześniej nikogo nie przemieniał, ani nawet nie planował tego zrobić. Chociaż czasami zastanawiał się jakby to było dzielić z kimś innym swoją krew i wieczne życie. Gdyby miał kogoś takiego przy sobie nie musiałby już dłużej dźwigać ciężaru nieśmiertelności sam. Większość wampirów nie traktuje stawania się Mistrzem lekko, ponieważ Zostanie Mistrzem było wiecznym zobowiązaniem, większym niż jakiekolwiek małżeństwo, głębszym niż jakakolwiek ludzka więź, czego nawet same wampiry nie rozumiały w pełni.

    Potomek. Jego Potomek.

    — Kurwa mać, ja pierdolę…

    Wiedział, że to co zamierzał za chwilę zrobić było głupie, nieodpowiedzialne I w dodatku nielegalne, bo żeby przemienić kogoś w wampira należało uzyskać od tej osoby zgodę.Wyjątek stanowiło od tej reguły bezpośrednie zagrożenie życia. Mimo tego pochylił się nad nią, a potem delikatnie odgarnął mokre posklejane włosy jej szyi odsłaniając ziejącą ranę.

    — Mam nadzieję że kiedyś wybaczysz mi to co zamierzam teraz zrobić, ale to jedyny sposób żeby cię ocalić. Tak mi przykro.

    A potem delikatnie i ostrożnie wgryzł się w jej gardło, zamierzając dokończyć to, co zaczął jego poprzednik, który ugryzł ją za pierwszym razem i zaczął pić. Leon był przyzwyczajony do mdłego i nijakiego smaku paczkowanej ludzkiej I świńskiej krwi. Zupełnie nie spodziewał się, że krew tej dziewczyny, chociaż nie była już ciepła i świeża będzie tak dobrze smakować. Smakowała jak mleczna rozpuszczona czekolada, a on wsysał ją tak gwałtownie, jak się dało. Lekko przymknął powieki, podczas gdy pił tak szybko, jak potrafił, przełykał tyle, ile mògł zmieścić w ustach. Prawie natychmiast przeszyła go fala, elektrycznej rozkoszy podniecenia, i fizycznego spełnienia, a ekscytacja tym wywołana spowodowała pustkę w umyśle, który jak się mu w tamtej chwili wydawało, był spowity gęstą czerwoną mgłą i przez to nie był w stanie myśleć trzeźwo.

    Z każdym uderzeniem jego serca mocnego równo bijącego, pulsującego, coraz głośniej, słyszał własne jęki, ktòrych nie był w stanie kontrolować. Była to seria wystrzałów jak z karabinu maszynowego, smak gorzkiej czekolady, łyk źródlanej wody na pustyni, kościelny chór śpiewający „Alleluja” i kawaleria idąca na odsiecz. Czuł się oszołomiony i przytłoczony tymi doznaniami przeżywanymi na raz, a przez cały czas cichy głosik w jego głowie krzyczał: „NIE!”

    Powstrzymanie się od wypicia jej do ostatniej kropelki krwi przyszło mu z wysiłkiem, ale zdołał to zrobić, chociaż wcale nie chciał. Wiedział, że gdyby się nie powstrzymał w porę, wypicie większej ilości jej krwi mogłaby mu bardzo zaszkodzić, więc ryzykował własnym zdrowiem. Każdy wampir wiedział, że krew pochodząca od osoby zmarłej działała jak trucizna. gdy znajdzie się w systemie wampira. Mimo tego, on pił dalej i nie potrafił przestać.
    Potem wykonał kolejny krok, który był konieczny: Wbił kły we własny nadgarstek, przegryzając skòrę. Ból jaki mu to sprawiło, trochę go otrzeźwił i wyrwał z amoku I transu, w którym on się znajdował. Wydawał się na miejscu i sprawił mu przyjemność, ale nie taką samą jaką sprawiło mu picie krwi tej dziewczyny.
    Z chwilą gdy to zrobił ciemna krew spłynęła po jego dłoni. Potem uniósł jej głowę, lekko rozchylił jej usta i przyłożył do nich krwawiący nadgarstek.

    — No dalej. – powiedział. W jego głosie słychać było strach mieszający się z desperacją I niepewnością, czy cały proces tworzenia nowego wampira w ogóle się powiedzie I zakończy sukcesem – To się musi udać. Pij. Musisz pić.

    Karmazynowa kropla spłynęła z kącika posiniałych, lekko tylko zaróżowionych ust, kreśląc czerwoną linię na policzku.

    Leon zawahał się ostatecznie, kiedy drzacymi dłońmi obejmował jej głowę I zastanawiał się czy podjął dobrą decyzję. Jednocześnie wiedział, że jeśli tego nie zrobi, wszystko pójdzie na marne. Jej ciało odrzuci jego wampirzą krew, a ona umrze naprawdę.

    Problem polegał na tym, że dla każdego normalnego człowieka to, co zamierzał za chwilę zrobić, wyglądałoby jak ostateczne zbezczeszczenie zwłok. Ale nie miał innego wyjścia.

    — Przepraszam — wyszeptał.

    W oczach miał łzy kiedy chwycil jedną ręką jej głowę, a potem wykonał brutalny ruch — jednym szybkim precyzyjnym ruchem skręcił jej kark.

  • ♣️ ROZDZIAŁ 1 ♣️

    Leon jechał pustą drogą prowadzącą przez las, jedną ręką opierając się o kierownicę, drugą wystukując rytm lecącej z radiant popularnej popowej piosenki. Zegar elektroniczny na desce rozdzielczej samochodu wskazywał godzinę dokładnie 23:30. Po długiej i męczącej zmianie w barze marzył tylko o wzięciu szybkiego, ciepłego i odświeżającego prysznica,  wypiciu litra ludzkiej krwi o jego ulubionej grupie A — Szkarłatnego Nektaru. Przed snem zamierzał spędzić kolejną godzinę w absolutnej i kojącej ciszy przed ekranem swojego Macbooka Pro i napisaniu kolejnych kilku stron swojej nowej powieści. Niestety Leon ostatnio mierzył się z blokadą pisarską I pisanie powieści kryminalnej szło mu trudno i całkowicie opornie, z czego wcale nie był zadowolony.

     A wydawnictwo naciskalo na niego żeby napisał kolejną część powieści, po tym jak jego pierwsza debiutancka powieść osiągnęła status bestsellera w Polsce . Deszcz, który padał wcześniej, zostawił na asfalcie mokre smugi odbijające światła reflektorów jego samochodu. Westchnął ciężko zrezygnowany i przetarł twarz dłonią. Wtedy zauważył, że coś mignęło mu po prawej stronie drogi, na poboczu jakby kształt ludzkiej sylwetki. 

    Zmarszczył brwi w zamyśleniu, czując jak narasta w nim bliżej nieokreślone uczucie niepokoju I może nawet strachu. 

    — Co do…

    Chcąc się temu przyjrzeć odruchowo nacisnął pedał hamuleca.

    Samochód zatrzymał się kilka metrów dalej z cichym piskiem opon. Leon  przez chwilę siedział kompletnie nieruchomo w fotelu kierowcy, opierając dłonie na kierownicy i trzymając ją tak mocno, że aż pobielały mu kłykcie. W radiu właśnie zaczęła lecieć piosenka Make Me Wanna Die amerykańskiej grupy The Pretty Reckless, wykonującej szeroko pojętą muzykę rockową, a on wpatrywał się w milczeniu, słuchając słòw piosenki i głosu Taylor Momsen, w boczne lusterko swojego pojazdu. 

    Na poboczu drogi, w zaroślach zauważył coś co wzbudziło jego realny niepokój I obawy – zauważył porzuconego manekina, który wyglądał niezwykle realistycznie. A przynajmniej tak mu się początkowo wydawało, że to na co właśnie patrzył było manekinem. Dopiero po krótkiej chwili zorientował się że wcale tak nie jest. 

    A płytki wdech, który wziął przez nos, tylko go w tym utwierdził. Poczuł ten charakterystyczny metaliczny, miedziany i lekko żelazawy zapach, ktòry jego niezwykle czuły węch rozpoznał od razu. Zapachu ludzkiej krwi, zwłaszcza tej świeżej, nie dało się pomylić z niczym innym. I ten zapach wywołujący bolesny uścisk w żołądku I pieczenie w gardle uświadomił mu dwie rzeczy.

     Po pierwsze przypomniał mu, że od dwóch dni niczego nie zjadł i był bardzo głodny. Po drugie przypomniał mu, dlaczego lata temu postanowił zrezygnować z picia żywej ludzkiej krwi, nawet tej pochodzącej od zarejestrowanych legalnych dawcòw, którzy chętnie oddawali swoją Krew czyli Świeżynek. Od wielu lat jego dieta opierała się wyłącznie na  paczkowanej medycznej ludzkiej krwi – Szkarłatnym Nektarze.  Od czasu do czasu lubił też zmienić swoje preferencje smakowe i wypić Świnkę Krwinkę czyli świńską krew. 

    Leon zaklął cicho pod nosem i szybko wysiadł z samochodu. Chłodne nocne powietrze uderzyło go w twarz, gdy podszedł bliżej pobocza oświetlonego reflektorami auta. W miarę gdy zbliżał się do tego miejsca  zapach krwi przybierał na intensywności i drażnił jego czułe zmysły. 

    Młoda dziewczyna leżała nieruchomo w mokrej trawie, w kałuży własnej krwi. Wyglądała jak wyrzucona lalka. Kruczoczarne włosy miała posklejane od krwi ktòra zdążyła już dawno zakrzepnąć, lepily się do jej twarzy niczym hełm.. Jej torebka,której zawartość była wyrzucona na ziemię leżała porzucona w trawie kilka metrów dalej. Wśród rozrzuconych na ziemi przedmiotów znalazł błyszczyk do ust, male podręczne lusterko, wilgotne chusteczki przydające się do oczyszczenia rąk lub delikatnego poprawienia makijażu, kilka jednorazowych podpasek i tamponów, bilet do kina, mała butelka wody, długopis z małym notesem. 

    Nie znalazł jednak niczego co przybliżyłoby go do odkrycia jej tożsamości – ani jej portfela, w którym oprócz gotówki I kart kredytowych znalazłby jej Dowód osobisty albo prawo jazdy, ani telefonu. Leon przykucnął obok niej i przyjrzał się dokładniej tej dziewczynie. Już po upływie kilku sekund które wydawały się Leonowi ciągnąć w nieskończoność wiedział, że dziewczyna z całą pewnością nie padła ofiarą dzikiego zwierzęcia. Ta dziewczyna, która w momencie śmierci musiała być w trakcie menstruacji, bo Leon był w stanie wyłapać wśród innych zapachów unoszących się w powietrzu wyczuć też zapach krwi menstruacyjnej, a zawartość torebki taka jak tampony I podpaski tylko go w tym utwierdziła. 

    Padła ofiarą wampira, który postanowił zakończyć jej kruche ludzkie życie w niezwykle brutalny I animalistyczny sposób. Na jednym z jej policzkòw miała głębokie rany cięte zadane pazurami, gardło było kompletnie rozerwane, przez co głowa wydawała się niemalże oderwana od reszty ciała. 

    Wampir, który ją zaatakował mógł być młody, niedoświadczony, a co za tym idzie, kompletnie niekontrolujący Głodu. Ślady na jej ciele jakie pozostawiły jego kły i pazury były głębokie, nierówne i poszarpane. 

    Sam atak musiał być przeprowadzony przez wampira, ktòry działał kierowany ślepą furią napędzaną żądzą krwi I Głodem I zwierzęcą chęcią odebrania życia. A w dodatku był kompletnym amatorem niemającym doświadczenia, I nawet nie zadał sobie trudu, żeby jakoś ukryć zwłoki. Sam sposób w jaki ją zaatakował był szybki, brutalny i chaotyczny. 

    – Jasna cholera. – zdołał wydusić z siebie po chwili, po tym jak otrząsnął się z pierwszego szoku, odrętwienia I osłupienia. –  Biedna dziewczyna. Co ci się stało? – zapytał, ale wiedział że już nie dostanie od niej odpowiedzi na to pytanie. Nie miał żadnych wątpliwości, że ta dziewczyna nie żyje, ale nie potrafił powiedzieć od jakiego czasu. Jej klatka piersiowa nie unosiła się, nie słyszał bicia jej serca, ale i tak dotknął jej szyi z zamiarem zbadania Jej pulsu, ale była ona zimna – Kto ci to zrobił? 

     

    Leon zamknął oczy na krótką chwilę, wyobrażając sobie, że kiedy ponownie je otworzy,  martwe, zimne, prawie zupełnie pozbawione krwi I nieruchome ciało, ktòre widział przed sobą po prostu zniknie. Tak się jednak nie stało, a wtedy w jego głowie automatycznie pojawiła się pewna myśl, która przerodziła się następnie jeden prosty, szybki i skuteczny plan na pozbycie się zwłok. Mógł skorzystać z usług Ekipy Sprzątającej i zgłosić, że przypadkiem znalazł ciało I tym samym pozbyć się tego niechcianego problemu. Właśnie tak powinien był zrobić, to wydawało się jedyne sensowne rozwiązanie, które w tamtym momencie przychodziło mu do głowy. 

    Przecież tak robili wszyscy, których znał, których trochę bardziej poniosło na Nocnych Polowaniach.  Zupełnie tracili oni swój rozum i kontrolę nad swoim zachowaniem i impulsami, dając zupełnie się ponieść instynktowi drapieżnika. On sam robił tak wielokrotnie, kiedy jeszcze polował pod osłoną nocy, więc jego nazwisko szefowej Ekipy Sprzątającej i zarazem jego przyjaciółce było dobrze znane. Na chwilę wrócił do samochodu, żeby wziąć z kieszeni kurtki jego telefon, a potem wrócił do dziewczyny. Jego ręce się trzęsły gdy za pomocą odcisku palca odblokował telefon, a następnie wybrał w Kontaktach odpowiedni numer. Już miał nacisnąć zieloną słuchawkę, żeby zainicjować połączenie z rejestratorką, ale gdy po raz kolejny spojrzał na martwą dziewczynę, w ostatniej chwili zmienił zdanie i zdecydował się jednak tego nie robić.

     Martwa dziewczyna  miała może dwadzieścia kilka lat. Jej prawy nadgarstek zdobiła delikatna cienka srebrna bransoletka z dwoma charmsami – nietoperzem I małym słoneczkiem. Była ubrana w najzwyklejsze jeansy, a na nogach miała zwykłe buty sportowe popularnej I znanej marki. Wyglądała bardziej jak ktoś wracający pòźną nocą z imprezy albo popołudniowej zmiany w pracy niż ktoś, kto miał umrzeć tej nocy w lesie. I właśnie to że dziewczyna wyglądała najzwyczajniej w świecie normalnie i nie wyróżniała się niczym szczególnym, a zginęła w tak okropny sposób, tak uderzyło Leona. 

    Leon przełknął słodką ślinę, ktòra napływała  mu do ust, zastanawiając się co powinien zrobić w tej sytuacji. To nie był pierwszy raz, kiedy widział tak zmasakrowane ciało. Ale to był pierwszy raz, kiedy coś było nie tak jak powinno być, a Leon nie potrafił powiedzieć co. 

    Może to przez to, jak bardzo wyglądała zwyczajnie, zupełnie jakby była pogrążona  w głębokim śnie, nie licząc rozległych obrażeń jakich odniosła – gardła rozszarpanego z taką siłą, że jej głowa wydawała się odgryziona i poharatanego ostrymi pazurami policzka. 

    Może przez ten idiotyczny fakt, że jeszcze godzinę temu prawdopodobnie żyła swoim normalnym  i uporządkowanym życiem, pozbawionym większych kłopotów I zmartwień Mogła martwić się czymś kompletnie banalnym I nieistotnym. Na przykład tym, czy uda jej się zdążyć na czas do kina na seans filmowy, który zaplanowała obejrzeć, a potem na swojej drodze nagle spotkała potwora, ktòry sprawił, że nigdy tam nie dotarła. 

    A teraz była tylko kolejnym problemem do usunięcia, I martwym ciałem, ktòrego zutylizowaniem powinna się zająć Ekipa Sprzątająca, bo na tym przecież polegała ich praca, a nie on sam. Głos rozsądku podpowiadał mu, żeby zostawić to ciało, wsiąść w samochód i odjechać. W drodze powrotnej do domu mógłby wykonać jeden anonimowy telefon, ktòry ściągnąłby Ekipę Sprzątającą, a oni zajęliby się tymi porzuconymi zwłokami I całą resztą. Coś jednak nie pozwalało mu odejść z tego miejsca i sprawiało, że jednak nadal klęczał obok martwej dziewczyny zamiast zadzwonić po ekipę sprzątającą.

    Spojrzał na ciemny las wokół siebie.

     

    Dookoła niego panowały niemal nieprzeniknione ciemności i względna, wręcz niepokojąca cisza, która wydawała się  przerażająco nienaturalna. Każdy najmniejszy szelest który dotarł do uszu Leona i ktòry był w stanie wyłapać, wydawał się hałasem. Złowrogą ciszę, ktòra zdecydowanie nie zwiastowała niczego dobrego, przerywało  jedynie od czasu do czasu ciche miarowe i spokojne cykanie świerszczy w trawie. Złowieszcze pohukiwanie starej, samotnej sowy, które słyszała w oddali, każdy, nawet najmniejszy szelest liści, targanych słabym, chłodnym, jesiennym wiatrem, odbijał się głuchym echem.

    Jego wzrok zatrzymał się na ranach na jej szyi, które wciąż wyglądały na stosunkowo świeże, chociaż krew zdążyła już zakrzepnąć. Pomyślał sobie całkowicie naiwnie, że może wcale nie było za późno i zdążyłby ją uratować.  Na samą myśl o tym, co zamierzał zrobić poczuł nieprzyjemny uścisk w pustym, rozpaczliwie pragnącym ludzkiej krwi żołądku. 

    „Nie rób tego. Jeszcze będziesz tego żałował”

    Nigdy wcześniej nikogo nie przemieniał, ani nawet nie planował tego zrobić. Chociaż czasami zastanawiał się jakby to było dzielić z kimś innym swoją krew i wieczne życie. Gdyby miał kogoś takiego przy sobie nie musiałby już dłużej dźwigać ciężaru nieśmiertelności sam. Większość wampirów nie traktuje stawania się Mistrzem lekko, ponieważ zostanie Mistrzem było wiecznym zobowiązaniem, większym niż jakiekolwiek małżeństwo, głębszym niż jakakolwiek ludzka więź, czego nawet same wampiry nie rozumiały w pełni. 

    Potomek. Jego Potomek. 

  • Dlaczego wampiry ujawniły się ludziom?

    Dlaczego wampiry ujawniły się i wybrały pokojowe współistnienie
    Przez wieki wampiry żyły w cieniu, budząc strach i będąc obiektem polowań ze strony ludzi. O ich istnieniu szeptano w folklorze, obwiniano za zaginięcia i zgony, ale nigdy otwarcie się do tego nie przyznawano. Ta tajemnica była zarówno mechanizmem obronnym, jak i koniecznością – ujawnienie często oznaczało zagładę. Jednak współczesność przyniosła wyzwania, które sprawiły, że utrzymanie tajemnicy stało się coraz trudniejsze: kamery bezpieczeństwa, kryminalistyka i komunikacja masowa zaczęły podważać anonimowość, na której polegały wampiry.

    Przełom nastąpił wraz z dwoma rewolucyjnymi odkryciami:

     

    1. Utworzenie regulowanych banków krwi, które zapewniały legalne, sterylne źródło ludzkiej krwi – nie polegające już na zabijaniu lub przemienianiu niechcianych ofiar.

     

    2. Odkrycie, że krew świńska od prosiąt poniżej szóstego miesiąca życia może częściowo podtrzymywać wampiry, oferując zwierzęcą alternatywę w sytuacjach kryzysowych lub jako suplement diety.

     

     Nowy świt dla wampirów

    Przez wieki wampiry były ukrytymi drapieżnikami ludzkości – stworzeniami z mitów i koszmarów, które grasowały w cieniach. Ich istnienie było starannie ukrywane, podtrzymywane przez potajemne polowania i pojedyncze incydenty, które podsycały legendy szeptane przy ogniskach i w zakurzonych tomach. Ludzie bezlitośnie na nie polowali, gdy tylko podejrzewano ich obecność, kierując się strachem przed tym, czego nie byli w stanie zrozumieć. Wampiry z kolei stały się ekspertami w unikaniu, manipulacji i przetrwaniu.

    Ale świat się zmienił.

    Wynalezienie banków krwi w połowie XX wieku, w połączeniu z postępem nauki i globalnymi sieciami komunikacyjnymi, sprawiło, że utrzymanie tajemnicy stało się coraz bardziej niemożliwe. Kamery monitoringu, kryminalistyka i współczesna policja stanowiły zagrożenia, których wampiry nie mogły pokonać w nieskończoność. Ukrywanie się w ciemnościach nie było już realną strategią.
    Potem nastąpiły dwa odkrycia, które zmieniły losy wampirów:

    Krew w workach szpitalnych („Szkarłatna Czysta Krew”): Czysta, przetworzona ludzka krew udostępniana masowo, umożliwiająca wampirom legalny i dyskretny dostęp do pożywienia bez zabijania.

     

    Substytut Krwi Prosięcej („Świnka Krwinka”): Tymczasowa, choć niedoskonała, alternatywa pochodząca od prosiąt poniżej szóstego miesiąca życia, zdolna do podtrzymywania życia wampirów przez krótki czas.

     

    Dzięki tym nowym zasobom wyłoniła się radykalna wizja: integracja zamiast izolacji.

     

    Na czele postępowych frakcji elity wampirów stoi organ zarządzający znany jako Karmazynowa Rada, który opracował monumentalną strategię znaną jako Wielkie Objawienie

    Wampiry wyszły na światło dzienne – mówiąc obrazowo – przyznając się ludzkości do swojego istnienia i proponując nowy porządek świata: pokojowe współistnienie, wspierane etycznymi praktykami żywieniowymi i ścisłą samoregulacją.
    Ich przesłanie było proste, ale głębokie:

    „Nie musimy już być waszymi potworami. Możemy być waszymi sąsiadami, sojusznikami, waszą przyszłością”.

     

    Dzięki starannie kontrolowanym kampaniom medialnym, negocjacjom politycznym i tworzeniu instytucji takich jak banki krwi i firmy sprzątające (wampiry odpowiedzialne za usuwanie wszelkich „niefortunnych zdarzeń”), społeczność wampirów przekonała ludzkość, że nie stanowią poważnego zagrożenia.
    W opinii publicznej wampiry stały się mniej mitycznymi drapieżnikami, a bardziej zmarginalizowaną mniejszością: tajemniczą, potężną, ale ostatecznie dającą się kontrolować – o ile przestrzegano zasad.